Pierwsze czerwcowe fale upałów to nie tylko pot na czołach, ale też ogromne obciążenie dla polskiego systemu energetycznego. Klimatyzatory pracują na pełnych obrotach, a obywatele z niepokojem patrzą na rosnące rachunki za prąd. Czy forsowana przez Unię Europejską transformacja energetyczna faktycznie nam służy, czy tylko drenuje nasze kieszenie?
Kiedy temperatura na zewnątrz przekracza 30 stopni, dla wielu z nas jedynym ratunkiem jest włączenie wiatraka lub klimatyzacji. W biurach, sklepach i mieszkaniach zużycie prądu drastycznie rośnie. W tym roku czerwiec uderzył wysokimi temperaturami bardzo wcześnie. Zamiast cieszyć się latem, Polacy z niepokojem sprawdzają komunikaty operatorów energetycznych. Widmo letnich przerw w dostawach prądu (tzw. blackoutów) znów staje się realne.
Nasz system energetyczny opiera się wciąż w dużej mierze na węglu, który od lat jest solą w oku unijnych urzędników. Pod dyktando Brukseli zamykamy kopalnie i elektrownie, inwestując ogromne środki w źródła odnawialne. Problem w tym, że wiatraki nie kręcą się bez wiatru, a słońce nie świeci w nocy. Kiedy w upalny, bezwietrzny dzień system potrzebuje najwięcej mocy, odnawialne źródła często nie dają rady.
Dla przeciętnego Kowalskiego oznacza to jedno: wyższe rachunki. Pieniądze ciężko pracujących podatników idą na drogie unijne certyfikaty emisji CO2 i dopłaty do zagranicznych technologii. Zamiast budować suwerenność energetyczną i opierać się na tym, co mamy własne, stajemy się zależni od pogody i zewnętrznych dostawców.
Pani Maria, właścicielka małego sklepu spożywczego na osiedlu w Poznaniu, załamuje ręce. „Lodówki muszą chodzić, klimatyzacja też, inaczej towar się popsuje, a klienci uciekną. Rachunki za prąd zjadają cały mój zysk. Kto wymyśla te wszystkie przepisy? Na pewno nie ktoś, kto prowadzi własny biznes” – skarży się.
To głos wielu polskich przedsiębiorców i rodzin. Zwykli obywatele ponoszą koszty ideologicznych projektów, które miały zbawić planetę, a na razie ratują jedynie zyski wielkich zagranicznych korporacji energetycznych. Przemiany są konieczne, ale muszą być wprowadzane z głową, na naszych zasadach i w tempie dostosowanym do polskiej gospodarki.
Czerwcowe upały to sygnał ostrzegawczy. Bezpieczeństwo energetyczne państwa to fundament jego funkcjonowania. Nie możemy pozwolić, by biurokratyczne wymogi przysłoniły zdrowy rozsądek. Polacy potrzebują pewnego, taniego prądu, a nie obietnic o zielonej utopii, za którą przyjdzie nam zapłacić gigantyczną cenę.