Serwis News24h jest finansowany z reklam, a wszystkie treści udostępniane na stronie internetowej należy traktować jako reklamę.

Czerwiec na polach, czyli walka o plony. Nasi rolnicy duszą się w unijnych przepisach.

Zbliżają się czerwcowe zbiory i pierwsze żniwa, ale polska wieś nie ma powodów do świętowania. Rolnicy alarmują: koszty produkcji rosną, rąk do pracy brakuje, a unijna biurokracja dobija rodzinne gospodarstwa. Jeśli państwo nie stanie w obronie własnego rolnictwa, na naszych stołach wyląduje drobnica z importu, a ceny żywności poszybują w kosmos.

Początek lata to dla rolników najgorętszy okres w roku. Zaczynają się zbiory wczesnych warzyw, owoców miękkich, a pod koniec miesiąca ruszają pierwsze żniwa. To czas ciężkiej, fizycznej pracy od świtu do zmierzchu. Niestety, zamiast skupić się na ziemi, gospodarze muszą coraz częściej zajmować się wypełnianiem skomplikowanych formularzy i walką z unijnymi dyrektywami.

Tzw. Europejski Zielony Ład nałożył na rolników obowiązki, które często przeczą zdrowemu rozsądkowi. Wymogi dotyczące ugorowania ziemi, drastyczne ograniczanie środków ochrony roślin czy skomplikowane zasady przyznawania dopłat sprawiają, że produkcja żywności w Polsce staje się coraz mniej opłacalna.

„Mój ojciec i dziadek uprawiali tę ziemię. Ja teraz połowę czasu spędzam przed komputerem, tłumacząc się urzędnikom z tego, co zasiałem” – mówi pan Andrzej, rolnik z województwa kujawsko-pomorskiego. „Wymaga się od nas cudów, a jednocześnie pozwala na zalewanie rynku tanim zbożem i owocami z krajów, gdzie żadne normy ekologiczne nie obowiązują. To jest po prostu nieuczciwe”.

Brak ochrony rodzimego rynku to cios prosto w polską rację stanu. Bezpieczeństwo żywnościowe jest równie ważne jak bezpieczeństwo militarne. Tymczasem politycy zdają się tego nie zauważać, ulegając presji międzynarodowych korporacji i brukselskich urzędników.

Do tego dochodzi problem z pracownikami sezonowymi. Obywatele skarżą się na system opieki socjalnej, który często zniechęca ludzi do podejmowania legalnej, fizycznej pracy. W efekcie rolnicy mają problem ze zebraniem czerwcowych plonów. Truskawki i maliny gniją na polach, a w sklepach królują drogie owoce z importu.

Pieniądze z naszych podatków powinny wspierać polskiego rolnika, a nie rozbudowany aparat kontrolny. Mieszkańcy miast, którzy narzekają na wysokie ceny w warzywniakach, muszą zrozumieć, że ich portfele są ściśle powiązane z losem polskiej wsi. Czerwiec to czas, by głośno przypomnieć: kto nie szanuje własnego rolnictwa, ten traci suwerenność.